Andrzej Duda-urodziny – relacja-mini.

Pierwsza rocznica narodzin Andrzeja Dudy Niezłomnego – relacja krótka.

Komitet Obrony Demokracji powodowany obywatelskim obowiązkiem i sercem dobrym przybył pod Pałac Namiestnikowski uczcić pierwszą rocznicę narodzin Prezydenta Nowej Wielkiej Narodowej Katolickiej Polski. Z pod pałacu popłynęły: muzyka, ocena i dobre życzenia. Kod Płock też tam był i śpiewał i życzył…
Ponieważ „Pałac” KOD-u nie zapraszał, nie wpuścił do środka – relacja poniższa wzięta z trzeciej ręki może być niepełna, tendencyjna, kłamliwa, zdradziecka, komunistyczna, złodziejska itp.

Rok minął jak splunął. Dzieciak podrósł zmężniał, brodę uniósł w górę wysoko i pełza po wyglansowanych pałacowych podłogach. Wkrótce raczkować zacznie, a i chodzić może nie za długo. Dziś już, świat cały zachwyca i zadziwia swoim wymownym agugu-gugu, jaro- jaro i mumu-mu.
Na urodziny przygotowano tort smakowity: wielka, słodka i kolorowa mapa Międzymorza z krajów Piastów i Jagiellonów w jedno połączonych. Na torcie między Warszawą, Poznaniem i Krakowem świeca ogromna w kształcie tupolewa ustanowiona – ogniem biało-czerwonym migocze. Ojciec chrzestny wuj Jarosław z namaszczeniem, acz soczyście w świecę dmucha: ogień gaśnie, brawa grzmią jak letnia burza głusząc nieśmiałe Andrzejkowe gugu-mumu- gugu – świeca dymi, smród się rozwiewa.

Tort kroić poczęto: każdy z gości dostał kawał godny, by po chwili, równie godnie pożreć go w pośpiechu.
Tylko stryj Witek siedzi ponury – wykrojono mu porcję gdzieś za Karpatami – widać mu nie smakuje.
W pałacyku na dywaniku przydatnych prezentów moc. Najedzeni goście w bezruchu stygną – czekają – cóż to nasza kochana Jędrula wybierze? I radość wielka i huk braw jak salwa armatnia – długopisik z wkładem tysiącletnim, prezent od ojca chrzestnego Andrzejek drapnął, do serca mocno przyciska. Wuj Antek nad maluchem się schyla, coś w ucho mu szepce. Jędrek wolną rączką chwyta wujaszka za brodę i ciągnie. Ciocia Beata własną piersią brochatą incydent przykrywa. Reszta gości z trwogą czeka na reakcję ojca chrzestnego wuja Jarosława.
Reakcji nie ma, bo wuja też nie ma – pojechał na Nowogrodzką – kot dzwonił, że głodny.

Adam Czejgis.

%d bloggers like this: