Były premier PiS oskarża: Kaczyński złamał obietnicę

Kazimierz Marcinkiewicz w 2006 r. był zarządcą komisarycznym Warszawy. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” polityk ujawnia, że Jarosław Kaczyński obiecał mu wówczas, że jako premier dokończy prace nad ustawą reprywatyzacyjną, żeby uporządkować sprawy własnościowe w mieście. – Słowa nie dotrzymał – oskarża. Marcinkiewicz żarliwie broni za to Hanny Gronkiewicz-Waltz, która jest „uczciwą osobą” i powinna pozostać na stanowisku, by wyjaśnić wszystkie sprawy związane z reprywatyzacją. Były premier PiS mocno zaatakował też prezydenta Andrzeja Dudę.

– W interesie przeciwników politycznych Hanny Gronkiewicz-Waltz, którzy czekają na jej dymisję, nie jest oczyszczenie pani prezydent – mówi Marcinkiewicz i dodaje, że jeśli prezydent Warszawy poda się do dymisji, to stolica trafi w ręce PiS. Marcinkiewicz uważa, że ewentualna dymisja Gronkiewicz-Waltz nie rozwiąże problemu prywatyzacji, ponieważ dzisiaj ma ona wszelkie instrumenty, by wyjaśnić nieprawidłowości. Dodaje, że problem ze zwrotem mienia nie jest problemem tylko prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz, ale również jej poprzedników, z wyłączeniem jednak jego samego.

Warto przypomnieć bowiem, że Marcinkiewicz także był komisarzem Warszawy. Pełnił tę funkcję przez cztery miesiące w 2006 r., wyznaczył go na nią Jarosław Kaczyński. Dodaje jednak, że nie zajmował się przez ten czas kwestiami reprywatyzacji. Później, jako premier, pracował nad ustawą reprywatyzacyjną. Jak zdradza, udało się wówczas dojśc do ostatniej fazy prac. Zadanie miał ukończyć Jarosław Kaczyński, zresztą – jak zdradza Marcinkiewicz – podjął wcześniej takie zobowiązanie, ale się z niego nie wywiązał.

Na koniec, Marcinkiewicz mocno uderza w prezydenta Andrzeja Dudę. – Jeśli pan prezydent mówi o godności, to chciałbym, żeby po roku w końcu przywrócił godność swojemu stanowisku i wyszedł spod buta pierwszego sekretarza – stwierdził Marcinkiewicz. Kto jest tym opisanym przez niego „pierwszym sekretarzem”? – dopytywał dziennikarz. – Oczywiście szef PiS Jarosław Kaczyński.

– Chciałbym, żeby prezydent Duda przestał w końcu być kapciowym prezesa PiS – dodał Marcinkiewicz.

Warto przypomnieć, że tym dość pogardliwym określeniem nazywano niegdyś Mieczysława Wachowskiego – zausznika prezydenta Lecha Wałęsy, który był mu oddany do tego stopnia, że śmiano się, iż podawał Wałęsie kapcie po wstaniu z łóżka. („Rzeczpospolita”/ełem)

Żródło FAKT

%d bloggers like this: