„… cały jestem zbudowany z ran.”

Ból i lęk, bunt i nadzieja pokrzywdzonego dziecka – i smutek jak wielkie oczy psa skarconego za wierność, za oddanie.
W oczach młodej koderki ujrzałem otwartą ranę, a moje ludzko nieludzkie zdumienie było reakcją okrutną, bo jedyną – uderzeniem obuchem w mój durny siwy łeb.

Wolność, Równość, Demokracja, walka, struktury, strategia, taktyka – a po drodze łokciem w bok, prztyczkiem w ucho, szpilką w pośladek kolegi, lub koleżanki. Zawsze w imię ważnej, najważniejszej sprawy. I pal sześć, jeśli oberwie doświadczony życiem stary wyjadacz, obmyje się, odda kuksańca, potraktuje żartem, lub uda, że nic się nie stało. Gorzej jeśli „swój” „skrzywdzi” kodera młodego wrażliwego (często nad wrażliwego), zaangażowanego w nasz ruch całym sercem i duszą, wszystkimi siłami i umiejętnościami – często, kosztem rodziny, zdrowia, życia zawodowego. Młodzi, wrażliwi, zaangażowani to największy skarb KOD-u. Jeżeli uważamy że popełniają błędy – kto ich nie popełnia – rozmawiajmy o tym, ale z równych pozycji bez autorytatywnych zapędów typu, co ty widziałeś, co ty wiesz… Odbierzmy sobie monopol na rację, ale i nie przyznawajmy go innym. Rzeka KOD płynie bystrym, szerokim nurtem – każdy z nas ma prawo inaczej widzieć tą samą rzekę. My koderzy, jeśli widzimy i czujemy prawie to samo – nie żądajmy więcej – to „prawie” musi nam wystarczyć.

Na zakończenie ośmielam się błagać was kochani, nie szukajcie w tym tekście znajomych, przyjaciół, kolegów, a jak musicie to poszukajcie tu siebie. Ja znalazłem i jestem tym znaleziskiem mocno zawiedziony.
Adam Czejgis.

%d bloggers like this: