„Czarny protest”. Jak opisać to co się wydarzyło wczoraj ?

 

Łatwe.

Wystarczy opowiedzieć co widziałeś. Wystarczy być bezstronnym. Wystarczy powiedzieć prawdę.

Łatwe?

Wczorajszy dzień to dzień Czarnych Protestów. Taki odbywał się też w Poznaniu. Byłem, brałem udział, wspomagałem swoją obecnością. Przypadkowo zostałem wciągnięty w ciąg dalszy.

Pod koniec protestu opuściliśmy wraz z przyjacielem Plac Adama Mickiewicza. W odległości  stu metrów od placu, usłyszałem głos kogoś kto głośno ze sceny poinformował o zakończeniu manifestacji.  To wymóg prawa. Od tego momentu organizator manifestacji nie ponosi już odpowiedzialności za to co może się wydarzyć.

 Nie miałem pojęcia, że być może to sygnał do ciągu dalszego.

Byłem umówiony ze znajomą na krótką rozmowę i wspólny dojazd do domu. Nie udało się. Niecałe 30 minut później dotarł do naszych uszu głośny odgłos marszu. Wiele gardeł, krzyk, bębny, gwizdy, śpiew chyba. Na nogi poderwał mnie wybuch. Po chwili drugi. Znam, pamiętam dźwięk. Bieg po schodach. Bez okularów. Bez sprzętu do nagrywania. Wybuch był tak bliski, że przestałem myśleć. Chciałem tylko już być. Być na ulicy. Wybiegliśmy na ulicę. Szeroka, piękna. Jedna z głównych arterii miasta. Morze ludzi. Dym, krzyk, bębny, Policja i ludzie z zasłoniętymi twarzami. Kominiarki, chusty na twarzach i dziwne sztandary w rękach. Tego nie było na manifestacji. 

To co  zobaczyłem, poza wielkim tłumem, to duża liczba policjantów. Do tego w pełnym rynsztunku. Nie miałem czasu myśleć skąd się wzięli. Emocje, pulsowanie w skroniach, uśmiechy przechodzących osób i dziwny krzyk przy kamienicy obok. Może kilkanaście metrów.  Nogi jak wmurowane. Przecież pamiętam. Nie, już nie pamiętam. To jak instynkt. To gdzieś w środku. Bardzo dawno temu. Uderzenie twardą, czarną pałą. Gaz w oczach. Ból i ucieczka z tego miejsca. Wiele lat temu.

Jak napisać, co poczułem? Jak przyznać się, do strachu?

Czuję mrowienie na plecach. To nie strach. To emocje.

Telefon to narzędzie. Czas zacząć pracę. Wchodzę w tłum ludzi, parasoli. Docieram do numeru 43. Siedziba partii pis (Word złośliwie zmienia na duże litery, poprawiam, małymi jest ok.).

Młodzi ludzie. Młode kobiety. Policja w bramie kamienicy. Stoją murem i bardzo mocno zaparci w siebie. Straszne tarcze (choć teraz inaczej wyglądają), hełmy. Stoją pewnie. Nie widać strachu. Są mocni. Przed Policją krzyki, gwizdy, wyzwiska, hasła skandowane krzykiem. Nagle gaz, ale za mną. Tylko poczułem. Później w domu, po godzinach, kaszel. Nic więcej. Rusza policyjny pojazd. Na sygnale, powoli dociera pod numer 43 i staje. Nie mam pojęcia czy to rutynowa akcja ale widać zgranie i pełną kontrolę w oddziałach Policji. Musiałem zejść z jezdni na chodnik. Tuż obok mnie troje zamaskowanych ludzi z jakąś dziwną, chyba dwukolorową flagą pospiesznie zwijaną. Uciekają. Po prawej to samo. Zasłonięte twarze, dziwne flagi w rękach i uciekają. Za plecy tłumu. Za innych.

Wracam do bramy która dała nam przejściowe schronienie. Pytam ludzi o przyjaciela. Pobiegł tam! Pokazują na środek. Wskakuję na jakąś podporę przy murze. Na jednej nodze. Telefon i głośny krzyk w głowie : NAGRYWAJ, NAGRYWAJ, NAGRYWAJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie idzie ustać. Ktoś życzliwy staje obok i dopycha mnie do ściany budynku. Mogę nagrywać. Nagrywam relację. Nagrywam film na telefonie.

Przyjaciel wrócił. Staje obok i krzyczy, że będzie mnie trzymał. Ma załzawione oczy i kaszle. Dostał gazem, myślę. Nie ma czasu na myślenie.

NAGRYWAJ w głowie. Nagrywam.

Potem na chodnik. Jestem mokry, ale jest mi gorąco. Wbiegam w tłum. Obok policyjny pojazd, dużo policji. Słyszę komendy wydawane przez krótkofalówki.

Za blisko. Za późno.

Moment i stał przede mną. Widzę oczy i widzę gdzie patrzy. Mam wpięty mój znaczek KOD w kurtkę. Widzę jak podnosi wzrok i patrzy mi w oczy. Odwraca się i idzie dalej. Nie stanowię zagrożenia.

Trudno teraz po tylu godzinach dokładnie opisać.

Chodzę, biegam, widzę. Jestem w tłumie tuż obok zajść. Policja odpycha napierający czasami tłum. Nie widzę pałek. Nie widzę szarpania protestantów. Widzę dobrze działający mechanizm policyjny. Widzę psy. Widzę młodych ludzi. Słyszę skandowane hasła skierowane do policjantów :                          

                                                 …Zdejmij mundur, przeproś matkę…

Młodzież bez kominiarek, bez chust na twarzach siada na mokrym asfalcie. Krzyczą skandują. Widać, że rządzi nimi adrenalina. Widać, że są uniesieni. Zdjęcia z bliska, z bardzo bliska. Już ciemno. Bateria słaba i brak błysku przy zdjęciu. Postanawiam wyjść z demonstracji. Za moment żałuję.

Nie byłem bezpośrednio przy zatrzymaniu protestantów. Zanim dobiegłem, było po.

Teraz tłum rusza za Policją. Ja zostaję.

Kilka zdań. Kilka minut. Już wspomnienia. Jeszcze raz w tym miejscu.

Dzisiaj komentarze, wypowiedzi, wywiady. Jakiś tam, ktoś, szef czegoś mówi i mówi, że wie o czym mówi.

Nic nie wie dureń.   

poznan-czarny-protest

Leszek Konieczny: Wolne Radio Opornik

%d bloggers like this: