Czy mnie można jeszcze leczyć?

Może nie całkiem głupie myśli, głupca z niedookreślonymi objawami, niezdiagnozowanej choroby.

Nadal środek Europy. Niezmiennie moje miejsce do życia. Moja ukochana Patria. I XXI wiek.

I cóż. Nadal oddział szpitalny w białych kolorach. Oddział to super miejsce. Wiem, bo dość długo zwiedzałem kilka metrów izolatki i musiałem siedzieć cicho.

Kiedy przyjdzie twoja kolej, zrozumiesz, co piszę.

Po powrocie na oddział dopadły mnie nowe i nieznane dotąd.

Przypomniałem sobie gościa, który kilkanaście miesięcy temu na rynku pewnego wielkopolskiego miasteczka krzyczał, że nie boi się towarzyszy, z przejściowo zarządzającej formacji. Mówił głośno, że ten czy tamten, to nic, czego nie można zmienić.

Ale pamiętam też, że ten sam gościu powiedział, czego się boi. Mówił, że boi się brunatnej siły, która dzięki towarzyszom została obudzona.  Wbrew logice dostała kasę na chorągiewki, opaski, transparenty, race, lokale i na bilety autokarowe (tutaj nawet oficjalnie jedno poślątko się do tego z dumą przyznało). Znaczy nie, że oficjalnie. To oczywiście były dotacje na zbożne cele fundacji, organizacji, frakcji. Tak wolno i nikt nie może powiedzieć, że to sponsoring popaprańców.

No i poszły brunatne tłumy na rynek, na marsz, w miasto, bo wolno.

Znaki tylko odwrócone. Kolory zmienione. Marynarki inaczej zapięte. I buty niepodkute (do czasu).

Z boku poklask, uśmiechy, pozdrowienia wyprostowaną prawa ręką (oczywiście to tylko teoretyczne i przesadzone, zgoła błędne skojarzenie). Kamery, mikrofony, wywiady. Blichtr i czerwony dywan. Gówna (świadoma pisownia) stacja robi materiał. Ubrani w czarne sukienki mężczyźni dołączają. P…osły bezkarne mimo oficjalnych kłamstw, przestępstw i splugawienia miejsca i funkcji, dobiegają i się wtapiają. By ktoś nas poparł. By ktoś był obok. By ktoś nas bronił, przed prawem i sprawiedliwością.  By być wśród swoich.

Gówne (pisownia świadoma) czynniki widzą piękne świętowanie, święta, świętej ……………….

I tutaj mam problem z nazewnictwem.

Mówią, krzyczą, dyktują, przekonują z chorym podnieceniem na twarzy. Że to samo dobro i tylko skarlałe i zwyrodniałe komuchy nie rozumieją. Bo to komuch (logiczne) i co komuch może zrozumieć z tego, co pan mówi.

Aż tu nagle kilka miesięcy po tych „świętach” hieny dziennikarskie puszczają taśmy. Osz w mordę! Jasno, czytelnie, prawa ręka w górze, hasła, uśmiechy, symbole. Bo wolno! Bo i tak :

…Tomorrow belongs to me…

Zacząłem się zastanawiać. Jak czuje się Pawełek, który zabrał na salony najinteligentniejszych z nich? Czy lustro mówi mu nadal, że jest the best? Czy nadal słyszy krzyk przerażenia tylko „kurew, których nienawidzi”? Czy nadal chce przypierdolić glanem w nos, każdemu? Czy nadal jest z siebie zadowolony i dumny?

A inni?

Ci, co oficjalnie i przed kamerami przyznali się do przestępstwa, do nakłonienia koleżanki do tożsamego czynu. Ci, co potem zmienili zdanie i już nie są przestępcami. Ci, co poszli z tłumem i pod ich flagami z uśmiechem na twarzy. Ci, co nie dla siebie, tylko zstępnych.

Ci, którzy przed kamerami świata zaklinali, że tylko chorzy na umyśle mogą w tej pięknej młodzieży zobaczyć coś niebezpiecznego. Że to taki nasz słowiański zwyczaj. Że to przecież ci sami młodzieńcy i dziewczęta, służący do mszy na Jasnej Górze. Jak można ich traktować złym słowem, myślą, uczynkiem i zaniedbaniem? Jak można? Kwiat młodzieży „inteligenckiej”. Jak można?

Niewiele wody przepłynęło rzeką, którą znam.

Głos z sieci, gazety, tv. Głos Bp. Pierońsko Niepokornego.

Że coś tutaj śmierdzi. Że w Polsce rodzi się rasizm i faszyzm. Że wdepnęliśmy w gówno. Niestety, nie na szczęście.

Że Kościół katolicki odwraca głowę. I nie ze wstydu. Odwraca, by mieć alibi za każdym razem (opinia autora tekstu).

Że chłoptaś od mundurka wyklucza kogoś (znaczy komuchów) ze wspólnoty. On wyklucza!!!!!!!!!!!!!!

Bo im (znaczy wykluczonym) nie po drodze z tą brunatną breją. Bo się sprzeciwiają, donoszą do gazet. Krzyczą na cały świat.

Wiem, że po „psychicznych” przyjdą w pierwszej kolejności.

Wiem, że nie oszczędzą. Taki zwyczaj.

Wiem, że mocno już zasznurowali podkute buty.

Wiem, że z obłędem w oczach patrzą na flagi.

Wiem, że są gotowi śpiewać. Nie w lesie, a na ulicy, rynku, marszu : …Tomorrow belongs to me…

Cholera, przyszedł lekarz.

Izolatka.

Może i dobrze.

Obywatel VI Piętra

 

%d bloggers like this: