Dajcie mi cztery lata edukacji, a nie poznacie swoich dzieci – Lenin

Reforma edukacji jest wprowadzana pod hasłem likwidacji gimnazjów. Rząd wie, co robi. Ludzie w swej masie zadowalają się hasłami, ludzie nie lubią myśleć. Większość z nich.

Minister Zalewska wmawia ludziom, że gimnazja to niewypał, że sprowadzają uczniów na manowce, a sami uczniowie, to zło wcielone. Nie słychać w protestach rodziców oburzenia, że ich dzieci traktuje się jak początkujących przestępców. No, bo jak posłuchać pani Zalewskiej, to w podstawówce są same aniołki, w gimnazjum zmieniają się w agresywne i wulgarne hordy i dziwnym trafem porządnieją z chwilą przekroczenia progu szkoły ponadgimnazjalnej.

Wytypowanie gimnazjów jako jedynych winnych braków w wykształceniu społeczeństwa podzieliło nauczycieli. Środowisko nigdy nie było specjalnie solidarne. Nauczyciele pracują w rozproszeniu w różnych szkołach. Może stąd trudności w zorganizowaniu się w protest. Może. Ważniejsze wydaje się to, że co by nie mówić o wielu nauczycielach urodzonych do pracy w tym zawodzie, to ogólnie środowisko jest zachowawcze, bojące się zaryzykować cokolwiek, nawet w walce o być albo nie być. Kiedy nauczyciele gimnazjalni jechali na pikiety czy manifestacje, słychać było głosy pozostałych: Tak, tak, musicie protestować. Nie: musimy. Nie dotarło do nich, że resztę też dotknie reforma w różny sposób. Podstawy programowe pokazują znaczne okrojenie godzin przedmiotów ścisłych. Gminy będą miały obowiązek utrzymania jednej szkoły podstawowej na swoim terenie. Każdy dostanie odłamkowym.

Ale nie to jest najgorsze. Nie będę powtarzać argumentów rodziców, samorządowców czy naukowców protestujących przeciw wprowadzeniu reformy oświaty. Skupię się na nauczycielach. Nauczyciel ma uczyć, pokazywać obiektywnie wiedzę, uczyć myśleć i wyciągać wnioski. Jest zasada, że nauczyciel ma nauczyć uczniów, jak myśleć, a nie co myśleć. I tu zaczynają się schody. Bo zgodnie z forsowaną reformą nauczyciele zostaną pozbawieni tej możliwości. Z twierdzeniami matematycznymi rząd nie ma wielkiego pola do popisu. Ale już biolodzy muszą szerokim łukiem omijać teorię ewolucji. Wychowanie do życia w rodzinie zacznie przypominać kółko różańcowe. Najgorzej będą mieli poloniści i historycy. To na nich spadnie obowiązek wyprodukowania nowego spolegliwego obywatela. To oni będą zmuszeni wtłaczać do głów dzieci i młodzieży jedynie słuszne poglądy. Jak będą się z tym czuć ci, którzy uważają, że ich reforma nie dotyczy? Lenin mawiał: Dajcie mi cztery lata wychowywać wasze dzieci, a tego, co im wpoję, już nie wykorzenicie.

Pamiętam taką scenę z czasów mojego liceum – przełom lat 70. i 80. Jeden z naszych kolegów stał przy drzwiach na czatach, czy ktoś nie podsłuchuje, a nasza nauczycielka historii opowiadała nam o 17. września, o Katyniu, o wojnie 1920 roku i wielu innych sprawach. Czy teraz też w tajemnicy i tylko zaufanym uczniom nauczyciele będą opowiadać o teorii Darwina, o tym, że ludzie różnią się kolorem skóry, poglądami czy preferencjami seksualnymi i że był kiedyś taki ktoś, nazywał się Lech Wałęsa, Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki, Władysław Bartoszewski… i wielu innych, którzy zostali wymazani z kart historii?

%d bloggers like this: