Do Agaty Dudy, bez nadziei, z obowiązku…

Do Pani Prezydentowej Agaty Dudy.
Wielmożna Pani. Kolejny głos wołający na puszczy, bez nadziei na pozytywny odzew i tak do skutku – do zwycięstwa prawa i uczciwości, lub ich śmierci i odrodzenia.

Długie i trudne życie pokazało mi, jak niedocenioną, a wielką rolę sterującą naszym postępowaniem pełnią, małe i duże, dobre i złe przyzwyczajenia. Nawet sobie nie wyobrażamy do jakich luksusów i potworności jesteśmy w stanie się przyzwyczaić.

Szanowna Pani, o ile jeszcze pół roku temu ufałem, że pan prezydent i Pani osobiście – ze względu na Majestat i interes Rzeczypospolitej, a także wolność, godność i interesy jej obywateli – potraficie przynajmniej spróbować nadać kierunek polskich zmian proeuropejski, demokratyczny, po ludzku równy dla wszystkich Polaków. Zmian, które po zwycięskich wyborach, są naturalne, a nawet konieczne – o ile dokonywane są zgodnie z prawem, z traktatami europejskimi i zwykłą przyzwoitością. To dziś obawiam się Wielmożna Pani Prezydentowo, że jeśli nawet podziela Pani troskę i zaniepokojenie efektami rządów ” Prawa i Sprawiedliwości” wyrażanej przez ogromną większość poważnych, wpływowych organizacji  międzynarodowych, prasy i obywateli wolnego świata to – nie podejmie Pani  żadnych kroków by złu przeciwdziałać, by złu zaradzić.
Z pełnym uszanowaniem, ale moim zdaniem, już przyzwyczaiła się Pani do splendoru władzy i uwierzyła we własną wielkość. A jeśli przychodzą wątpliwości, jeśli docierają odgłosy krytyki i potępienia, to już tylko jak brzęczenie komara – do tego Wielmożna Pani także już przywykła.

Otulonej w chusty, czekającej na męża między deskami chłopskiego wozu babci przysnęło się nieco. Znudzony koń ujrzawszy zieloną trawkę za otwartą bramą pobliskiej posesji podreptał na obiad. Właściciel trawy sierżant Milicji Obywatelskiej, dwu metrowy drab z wielką czerwoną gębą nazywany w miasteczku ” Krowią Mordą” – wściekł się. Gróźb i obelg nie przytoczę – pierwszych ze względu na brutalność, drugich z obyczajności.
Z budynku wyszła małżonka sierżanta „Krowiej Mordy”.
– Romek przestań proszę, Romek co ty robisz, Romuś, Romuś…
Romuś nie przestawał.
– Zośka, do domu! To nie twoja sprawa!
Zośka, mała, szara, młoda jeszcze, a już przygarbiona nieco kobietka podeszła do wrzeszczącego Romana. Wspięła się na paluszki, po czym z wielką siłą trzepnęła go w wielki czerwony pysk.
Romek zaniemówił, znieruchomiał i stał długo, jak zbity wielki pies.
Zajściu przyglądała się zza krzaka róży córka sierżanta MO „Krowiej Mordy”, bardzo wysoka, bardzo podobna do tatusia, a mimo tego bardzo ładna szesnastoletnia licealistka.
Babcia wraz z koniem i wozem czmychnęła cichaczem. Ojciec stał jak pomnik. Matka w kuchni dzwoniła garami. Córka pokładała się w głośnym, perlistym, prawie spazmatycznym śmiechu.
Wieczorem: sierżant Roman – jakby trochę mniej czerwony – pod rękę z Zofią – jakby wyższą i wyprostowaną – i z córką Anną – najnormalniejszą na świecie nastolatką – spacerowali po rynku – roześmiani, rozgadani, szczęśliwi.

Z całym szacunkiem, Pani Prezydentowo, powyższa historyjka z życia PRL na pewno nie ma nic wspólnego z Panią: Pani nie jest ani trochę podobna do zahukanej, drobnej Zofii, ani pan prezydent w żaden sposób nie przypomina wielkiego Romana, a i córkę posiadacie trochę starszą.
Wielmożna Pani Prezydentowo Agato Duda, jest Pani niewątpliwie dobrze wykształconym, światłym i samodzielnie myślącym człowiekiem – stojącym w hierarchii społecznej i kulturalnej o wiele wyżej niż biedna, zastraszona Zofia. W żaden sposób nie  można wyobrazić sobie Pani jak wali w pysk męża prezydenta: ręką, słowem, myślą… Pani bierność i milczenie jest i będzie świadectwem poparcia dla neofaszystowskiej dyktatury powstającej właśnie w środku europy ze znacznym udziałem pana prezydenta i Wielmożnej Pani.
Adam Czejgis.

%d bloggers like this: