Ilość a jakość

W środę, 1 lutego portal „Wirtualna Polska” opublikował list Radomira Szumełdy do Mateusza Kijowskiego z 18 września 2016 r. „Wiceprzewodniczący KOD prosi w nim lidera ruchu o mediacje, zwraca uwagę na poważnie problemy w funkcjonowaniu prawnym organizacji i przewiduje rozwój wypadków, który później nastąpił”.

źródło: Pixabay

Mnie najbardziej zainteresował fragment, w którym Radomir Szumełda wspomina o wyborach, jakie odbyły się, mimo afery „statutowej”, 11 września w Chełmnie w regionie kujawsko-pomorskim. Temat poruszyliśmy w artykule z 14 września 2016 r. „W KOD-zie zapowiadają się powtórne wybory regionalne”. Z listu Szumełdy, opublikowanego przez WP wynika, że wybory odbyły się „W Chełmie”. Jest to błąd redakcji, bądź autora listu, gdyż chodzi o Chełmno w województwie kujawsko-pomorskim, a nie Chełm w województwie lubelskim…

W Chełmie, po wyborach publicznie pada teza (od Ciebie?) [Kijowskiego – przyp. red.], że razem z Magdą  ustawiłem wybory w kujawsko-pomorskim, ponieważ wygrała Sxxxxxxx, którą miałem ochronić przed wyrzuceniem (przypomnę, zapłaciłem tam ogromną cenę w postaci hejtu ze strony Sxxxxxxxx i jej ludzi, ale o tym zadaje się, że już nikt nie pamięta). Prawda, nie pozwoliłem wyrzucić Oxx, bo uznałem, że koszt dla regionu będzie znacznie większy niż pozostawienie jej w roli koordynatorki, ponieważ po jej stronie stoi również wielu ludzi.

Skoro wśród członków Zarządu Głównego Stowarzyszenia pojawiła się kwestia „wyrzucenia” koordynatorki, można domniemywać, że były wobec niej zarzuty, które do tego obligowały. Radomir Szumełda nie zgodził się na to, gdyż miała ona duże poparcie i odwołanie mogłoby zakończyć się odejściem wielu działaczy. Zapewne autor listu właśnie to miał na myśli pisząc o „koszcie dla regionu”. Czy rzeczywiście udało się ochronić region przed odejściem działaczy? Czy są jeszcze w ruchu ci faktycznie zaangażowani, którzy pamiętają okres, o którym mowa w liście? Jaka jest ostatecznie jakość działań podejmowanych przez działaczy w kujawsko-pomorskiem?

Jakość wydaje się być niska, skoro wiceprzewodniczący Szumełda sam przyznaje, że doświadczył hejtu ze strony koordynatorki, którą ochronił, a także ze strony jej popleczników. Nie tylko on. Jedna z osób była publicznie wyśmiewana przez zwolenników liderki, bo uparcie i głośno podważała zasadność organizowania wyborów przy niejasnej sytuacji prawnej wynikającej z niezarejestrowanego statutu. Wkrótce okazało się, że miała rację. Zarząd Główny wycofał się po trzech dniach.  Hejt wobec osób które stanęły w jej obronie trwał nadal.

W wyśmiewaniu szczególnie aktywna była osoba, która nader często „sika ze śmiechu”. Taka retoryka to norma w tej grupie i nie jest to najostrzejszy zwrot, jaki ta pani i nie tylko ona mają do zaoferowania. Tak są traktowani wszyscy, którzy ośmielają się mieć inne zdanie. Jeżeli nawet takie działania nie są zlecane, czy podsycane przez przewodniczącą, to odbywają się przy jej milczącej akceptacji. Jest to tym bardziej zaskakujące, że bierze w tym czynny udział część władz regionalnych.

Należy jasno powiedzieć, że osoby te otrzymały swoje funkcje w wyniku legalnych i demokratycznych wyborów, które ostatecznie odbyły się w styczniu. Oznacza to, że kujawsko-pomorscy członkowie stowarzyszenia zwyczajnie chcą takich „igrzysk”. I to jest właśnie jakość ruchu. Tu nie są problemem używający niewybrednych zwrotów i nieodpowiednio zachowujący się krzykacze, bo jak mówi przysłowie, „na każdym polu wyrastają chwasty”. Problemem jest akceptacja a nawet poklask wobec takich rzeczy.

Już po wrześniowych wyborach duża część działaczy zrezygnowała z pracy na rzecz KOD-u. Wybory wygrała ta sama grupa, co wcześniej, więc na zmiany w sposobie działania nie można liczyć. Wśród tych, którzy odeszli jest wielu aktywnych działaczy z Bydgoszczy. Zaowocowało to „wyciszeniem” działań w tym mieście na wiele miesięcy, a nawet obecnie niewiele tam się dzieje z inicjatywy KOD-u. Działająca w Toruniu grupa edukacyjna została odsunięta i zastąpiona nową sekcją z nowymi ludźmi. Były też przypadki „indywidualne”.

Różnie potoczyły się losy tych ludzi. Są osoby, które po podpisaniu deklaracji członkowskiej, wycofały ją. Są tacy, którzy nie zdecydowali się przystąpić do Stowarzyszenia, zachowując status sympatyków i pozostając w roli obserwatorów, oraz tacy, którzy „nie rzucili legitymacją” i nadal figurują w statystykach. Wielu z nich jednak realizuje się w działaniach na rzecz demokracji pod innymi sztandarami, niż KOD.

Co stałoby się, gdyby Radomir Szumełda nie ochronił koordynatorki? Konsekwencją mogłoby być chwilowe zmniejszenie liczby osób w stowarzyszeniu, jakość ruchu na tym terenie mogłaby być jednak znacznie lepsza. To z czasem zaowocowałoby napływem nowych ludzi. Byłaby to „inwestycja długoterminowa”, ale takie są najbezpieczniejsze i obarczone najmniejszym ryzykiem.

Co się stało w wyniku pozostawienia koordynatorki u steru? Ruch sukcesywnie opuszczały osoby, chcące działać na rzecz demokracji, nie łamiąc jej zasad, bez aktów wykluczania „niewygodnych” i inaczej myślących. Chcących działać pod przywództwem osób odpowiedzialnych i świadomych tej odpowiedzialności. Takich, które nie pozwolą na wyśmiewanie i poniżanie kogoś, kto akurat ma inne zdanie i broni tego zdania. Nie chcą działać w organizacji, w której szara eminencja, nie pełniąc żadnych funkcji, dysponuje liczącym się głosem.

Prężnie rozwijająca się organizacja w województwie kujawsko-pomorskim, jaką był KOD na przełomie lat 2015 i 2016, ma niewiele wspólnego z miernym i skonfliktowanym ruchem z końca roku 2016. To wątpliwa zasługa liderki Sxxxxxxxx. Dała się ona wciągnąć w konflikty i stanęła po jednej ze stron. Przymyka oczy na niedobre działania zaufanych osób oraz Zarządu Głównego, zajętego własnymi konfliktami i problemami komunikacyjnymi z liderem Mateuszem Kijowskim. Nie można pominąć Radomira Szumełdy, który w decydującym momencie postawił na ilość, nie jakość.

źródło: portal „Echa Społeczne”

%d bloggers like this: