Krzysztof Łoziński: Z siłą KOD-u ruszmy do przodu

2016-08-05.

Rozba­wiło mnie stwier­dze­nie Bro­ni­sława Wild­ste­ina, że jest już „koniec KOD-u”. Wild­stein jest pro­pa­gan­dy­stą peł­nią­cym pozory dzien­ni­ka­rza i wysnuł ten wnio­sek z tego, iż przez lipiec i sier­pień nie zro­bi­li­śmy żad­nej dużej demon­stra­cji (tak poza tym to dziś jest dopiero 5 sierp­nia, do końca mie­siąca daleko). 

Nie robimy wiel­kich demon­stra­cji latem, bo to nie ma sensu. Mia­sta są wylud­nione, ludzie mają urlopy, a ci, co urlo­pów nie mają, wyjeż­dżają w week­endy na działki. Dla­tego w tym okre­sie robimy tylko pikiety, które nie muszą gro­ma­dzić dzie­siąt­ków tysięcy ludzi. No cóż, jak już napi­sa­łem, Wild­stein pełni pozory dzien­ni­ka­rza, podob­nie jak Beata Szy­dło pełni pozory pre­miera, a Andrzej Duda pełni pozory pre­zy­denta. W tej par­tii zresztą wszy­scy peł­nią pozory: ludzi uczci­wych, patrio­tów, wykształ­co­nych…

Taka to już par­tia.

Ale wra­cajmy do naszych spraw. Zapew­niam mal­kon­ten­tów, że zaraz po waka­cjach poka­żemy siłę KOD-u, żeby nie zapo­mnieli.

Tym cza­sem jed­nak pozwolę sobie na parę uwag kry­tycz­nych (ale życz­li­wie kry­tycz­nych) pod naszym wła­snym adre­sem. I parę pro­po­zy­cji na przy­szłość.

Musimy zbu­do­wać wła­sne media i wła­sny kol­por­taż. Czę­ściowo już się to dzieje, ale za wolno i za słabo. PiS sto­suje cen­zurę stra­chu. Sku­tecz­nie zastra­szył księ­ga­rzy i czę­ściowo kol­por­te­rów prasy. Książki kry­tyczne wobec PiS, np. „Raport Gęga­czy” i parę innych, dostępne są tylko w nie­licz­nych księ­gar­niach, pod­czas gdy publi­ka­cje glo­ry­fi­ku­jące PiS, fał­szywe życio­rysy Kaczyń­skich, pasz­kwile na Wałęsę, różne „Resor­towe dzieci”, wręcz wyle­wają się z półek. Na nie­któ­rych sta­cjach ben­zy­no­wych i w kio­skach w super­mar­ke­tach „New­sweek”, „Poli­tyka”, „Gazeta Wybor­cza”, cho­wane są pod sto­sami PiS-owskich gadzi­nó­wek: „Od Rze­czy”, „W Poty­licę”, „W Śmieci”, itp.

Nawet nie­które urzędy pocz­towe zawa­lone są wydaw­nic­twami Frondy i Rydzyka, a publi­ka­cji o „żoł­nier­zach wyklę­tych” jest wię­cej, niż tych żoł­nie­rzy było.

Sza­nowni kole­dzy, nie prze­bi­jemy się przez ten zjed­no­czony front kłam­stwa, pasz­kwilu i nachal­nej pro­pa­gandy z paroma gazet­kami o skrom­nej obję­to­ści roz­da­wa­nymi wśród swo­ich i kil­koma por­ta­lami inter­ne­to­wymi.

Musimy zbu­do­wać wła­sne media i wła­sny kol­por­taż, ale oparte na real­nych pod­sta­wach gospo­dar­czych, a nie tylko na wolon­ta­ria­cie i zapale. To za mało. I tu nie­stety muszę przy­po­mnieć o realiach.

Zarówno PiS, jak i Rydzyk, zbu­do­wali swoje media w opar­ciu o duże pie­nią­dze. Oczy­wi­ście Rydzyk wyłu­dzał kasę od eme­ry­tek (rze­komo na stocz­nię), kto inny wypro­wa­dził 5 miliar­dów zło­tych ze SKOK-ów. To nie zna­czy, że my musimy robić tak samo.

Pamię­tam jak powsta­wała „Gazeta Wybor­cza”, byłem, choć nie na eta­cie, w tym pierw­szym zespole redak­cyj­nym, gdy cała redak­cja zmie­ściła się na jed­nym zdję­ciu. Nie­prawda, że „Gazeta” powstała „za pie­nią­dze prze­zna­czone na całą opo­zy­cję”. To bzdura, bo takie pie­nią­dze „na całą opo­zy­cję” w ogóle nie ist­niały. Pierw­sze numery zostały wydru­ko­wane za pie­nią­dze z kre­dytu ban­ko­wego, a póź­niej przy­jęto bar­dzo mądry biz­ne­splan: dru­ku­jemy taki nakład i taką obję­tość, na jaką mamy pokry­cie z reklam i sprze­daży poprzed­nich nume­rów. W ten spo­sób nie było ryzyka zadłu­ża­nia się i upadku. Gdy jest mniej pie­nię­dzy, to gazeta wycho­dzi cień­sza, ale wycho­dzi. Przy takiej stra­te­gii trudno ją wykoń­czyć finan­sowo.

Nie widzę powodu, dla­czego my, nie możemy zro­bić tego samego. Ale oczy­wi­ście trzeba do tego uru­cho­mić dzia­łal­ność gospo­dar­czą. Gazet­kami roz­da­wa­nymi daleko nie zaje­dziemy. Druk i papier kosz­tują. Ile zdo­łamy zro­bić tych gaze­tek ze skła­dek?

Trzeba oprzeć nasze media na real­nym grun­cie. Gazety i książki musimy sprze­da­wać, bo albo zban­kru­tu­jemy, albo szybko prze­sta­niemy je wyda­wać. Dzien­ni­ka­rzom i redak­to­rom, foto­gra­fom, ilu­stra­to­rom, gra­fi­kom, trzeba pła­cić, bo nawet naj­bar­dziej ide­owi ludzie nie mogą w nie­skoń­czo­ność pra­co­wać za darmo. Cza­sami trzeba jeść.

Przez 12 lat byłem redak­to­rem naczel­nym inter­ne­to­wych „Kon­tra­tek­stów” i mam na ten temat pewne doświad­cze­nia. „Kon­tra­tek­sty” prze­stały w końcu wycho­dzić wła­śnie z powodu braku pie­nię­dzy. Wykru­szali się auto­rzy, gra­ficy. Nawet ja nie mogłem już dłu­żej pra­co­wać za darmo, bo zaczęła się już bun­to­wać moja rodzina.

I jesz­cze co do tych doświad­czeń. Aby gazeta była atrak­cyjna nie tylko dla prze­ko­na­nych, nie tylko dla swo­ich, to musi być pewną cało­ścią. Musi zawie­rać nie tylko komen­ta­rze poli­tyczne (w dodatku jed­no­stronne), ale musi mieć też dział gospo­dar­czy, zagra­niczny, kul­tury, spor­towy, pro­gram tele­wi­zyjny, ogło­sze­nia… sło­wem musi być całą gazetą, a nie jed­nym dzia­łem, tak jak, nie gnie­waj­cie się, są obec­nie Kodu­j24, Oby­wa­tel, Deko­der. Te nasze media skła­dają się prak­tycz­nie z jed­nego działu.

A prze­cież muszą być atrak­cyjne dla szer­szego czy­tel­nika, niż tylko „nasi”. Zwo­len­ni­ków PiS-u oczy­wi­ście nie przy­cią­gniemy, ale jest bar­dzo duża grupa ludzi neu­tral­nych, nie inte­re­su­ją­cych się poli­tyką, dokąd nie poczują „dobrej zmiany” na wła­snym zadku. Do tych ludzi też musimy docie­rać.

Aby to było moż­liwe, musimy mieć wła­sny kol­por­taż, któ­rego nie da się zastra­szyć i zasy­pać bro­szu­rami Frondy. Musimy mieć wła­sne księ­gar­nie, i oczy­wi­ście sprze­da­jące nie tylko nasze książki i nasze gazety. W tych księ­gar­niach musi być i „Kubuś Pucha­tek” i „Harry Poter” i wszelka lite­ra­tura. Nie musimy sprze­da­wać Cenc­kie­wi­cza i kłam­stw życio­ry­so­wych Kaczyń­skiego, ale czemu nie ma być Har­le­ki­nów? Mogą być. Ważne, aby­śmy mieli gdzie sprze­da­wać nasze wydaw­nic­twa. Wiele osób ocze­kuje, że po „Rapor­cie Gęga­czy” wydamy kolejne raporty, ale jak to zro­bić? Za darmo i do szu­flady?

Każdy punkt kol­por­tażu, czy to prasy, czy ksią­żek, musi zara­biać, bo musi pła­cić pra­cow­ni­kom, za lokal, za prąd, itd. Jeżeli Sto­wa­rzy­sze­nia KOD mnie może pro­wa­dzić dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej, to trzeba zało­żyć spółkę lub fun­da­cję. To naprawdę nie pro­blem.

Zróbmy „Tele­wi­zję KOD”. Nie­moż­liwe? Moż­liwe. Do tego potrzebne tro­chę więk­sze pie­nią­dze, ale da się je zdo­być. Są granty, jest pry­watny biz­nes, który wcale PiS-u nie kocha. Mógł zro­bić tele­wi­zję Rydzyk, to i my możemy. Oczy­wi­ście nadaj­nik do sate­lity musi być za gra­nicą, by go nam nie wyłą­czyli (Rydzyk ma na tery­to­rium Fede­ra­cji Rosyj­skiej, a my, czemu nie w Szwe­cji?). Sygnał musi być nie­ko­do­wany, by można go odbie­rać każ­dym tele­wi­zo­rem bez pomocy deko­dera. A kasa na pro­gram? Nie musimy od razu nada­wać całą dobę. Można zacząć od godziny, dwóch. I podob­nie jak z gazetą, to nie może być tylko pro­gram poli­tyczny, bo mało kto będzie oglą­dał. Z cza­sem muszą być i filmy, seriale, publi­cy­styka. Da się zro­bić, choć nie od razu. Tylko trzeba zacząć robić. Na szczę­ście PiS daje nam w pre­zen­cie spora liczbę naj­lep­szych dzien­ni­ka­rzy i show­ma­nów bez pracy.

I sprawa kolejna: zacznijmy zwal­czać kłam­stwo.

Nie reagu­jemy, co naj­wy­żej reagu­jemy wzru­sze­niem ramion, na kłam­stwa PiS-u na nasz temat. Tym cza­sem wielu ludzi, zwłasz­cza na pro­win­cji w te kłam­stw wie­rzy, bo nie ma żad­nej kon­try z naszej strony. A więc ludzie wie­rzą, że KOD zało­żyli komu­ni­ści, co „się nakra­dli”, „ode­rwani od koryta”, „stra­cili przy­wi­leje”, wie­rzą (naprawdę), że ktoś nam płaci za udział w demon­stra­cjach, że „dosta­li­śmy kasę od Sorosa” itp. Spo­ty­kam wielu zwy­kłych ludzi, któ­rzy w to wie­rzą. Jeżeli nie chcemy, by mło­dzi ludzie, uwa­ża­jący się za „patrio­tów”, na nas napa­dali, to musimy zacząć reago­wać.

Trzeba wyta­czać pro­cesy pro­szę pań­stwa. Miał być pozew zbio­rowy wobec Kaczyń­skiego za kłam­stwo o „komu­ni­stach i zło­dzie­jach”. No i co? Gdzieś się roz­wiało. To nawet nie cho­dzi o to, by taki pro­ces wygrać, bo sprawy cywilne cią­gną się w Pol­sce latami. Istotny jest publiczny sygnał, że to są kłam­stwa. Sygnał, który pój­dzie w tele­wi­zji, w gaze­tach. Nie reagu­jąc na pomó­wie­nia pośred­nio je potwier­dzamy. Na co cze­kamy? Na to aż przyj­dzie ONR z pałami i nikt się za nami nie wstawi?  Na to, aż zaczną na nas napa­dać kibole? Gdy roz­ma­wiam z mło­dymi naro­dow­cami, to widzę, że oni naprawdę w te bzdury wie­rzą. Oni naprawdę chcą w patrio­tycz­nym zapale bić tych „komu­ni­stów”,  co „się nakra­dli”, co mają „esbec­kie eme­ry­tury” itp. A jed­no­cze­śnie widzę, że gdy się zaczyna im tłu­ma­czyć, że to nie­prawda, to tracą rezon. Niech więc zacznie do nich docie­rać, że to, co im wmó­wiono nie jest prawdą. Ina­czej wkrótce PiS będzie miał bojówki zło­żone z mło­dych ludzi wie­rzą­cych w to, że biją komu­ni­stów. Zachwiejmy im tro­chę tę wiarę.

W moim arty­kule „Trzeba zało­żyć KOD”, od któ­rego ten KOD się zaczął, napi­sa­łem:

A co robić? To samo, co robił KOR. Pisać listy otwarte i zbie­rać pod nimi pod­pisy (można przez Inter­net), two­rzyć raporty (takie jak nasz „Raport Gęga­czy”, żadna dyk­ta­tura nie lubi, gdy „spi­sane są czyny i roz­mowy”), pro­wa­dzić dys­ku­sje publiczne i wykłady, orga­ni­zo­wać poko­jowe demon­stra­cje. Orga­ni­zo­wać pomoc prawną i mate­rialną dla ewen­tu­al­nych poszko­do­wa­nych. Bar­dzo ważne jest poka­zy­wa­nie spo­łe­czeń­stwu, jak bar­dzo jest okła­my­wane. Zresztą co ja będę Pola­kom tłu­ma­czył takie rze­czy. Trzeba poka­zać że „siła bez­sil­nych” ist­nieje.

Ale napi­sa­łem też:

Żadne „służby” nie pora­dzą sobie ze śro­do­wi­skiem jak mgła, opar­tym na wię­ziach towa­rzy­skich, kole­żeń­skich. Ze śro­do­wi­skiem ludzi, któ­rzy podej­mują dzia­ła­nia na zasa­dzie spon­ta­nicz­nego pomy­słu i skrzyk­nię­cia paru kole­gów do jego reali­za­cji. Tu nikt nie doj­dzie po nitce do kłębka, bo nie ma nitki i nie ma kłębka.

I to jest ważne. Nie cze­kajmy na cen­tralne decy­zje zarządu. Podej­mujmy oddolne ini­cja­tywy, wła­śnie na zasa­dzie skrzyk­nię­cia paru kole­gów. Tro­chę to już się dzieje, ale jesz­cze za mało.

Tak wiec sza­nowni moi, nie czkajmy na roz­kaz ani okla­ski. Z siłą KOD-u ruszmy do przodu. Do roboty, bo nikt tego za nas nie zrobi.

Krzysz­tof Łoziń­ski

%d bloggers like this: