Między katem a ofiarą

Między katem a ofiarą

Kiedyś jadąc metrem usłyszałem, jak starsza pani mówi do młodego mężczyzny (być może swego wnuka) „ Uśmiechnij się – dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia”.
Mnie dziś nie do śmiechu, Uświadamiam sobie, że oto dziś nadszedł szczególny pierwszy dzień reszty mojego życia. Spędzę je jako obywatel państwa  w istocie faszystowskiego, niezależnie od tego, jak historycy to później nazwą.
Na tyle dobrze znam historię, aby wiedzieć, że taki stan rzeczy – wcześniej czy później – postawi przede mną problem wyboru: Czy stać się ofiarą, czy też katem? W tym ustroju bowiem nie ma nic po środku.
Przeraża mnie i nie jestem w stanie pojąć, jak to się dzieje, że 36% moich Rodaków już dziś – bez wahania i cienia historycznej refleksji – godzi się na rolę kata. W tym mój (bardzo już wiekowy) krewny. Żeby było jeszcze dziwniej – jako młody chłopak cudem przeżył on Buchenwald. Katem zapewne zostanie mój przemiły, bardzo inteligentny sąsiad, z doktoratem i kilku innych znanych mi popleczników PiS. Zapewne jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy. A powinni. Rzadko z nimi rozmawiam na tematy polityczne. Lubię ich jako ludzi i obawiam się wszechobecnego dziś ostracyzmu. Ale kiedy ich pytam o naturę „dobrej zmiany” słyszę tylko jedną odpowiedź: „A co – ma być nadal tak, jak było?
W ich opinii wspólna cecha tego, „co było” to: arogancja, bezczelność, chciejstwo i cynizm. Argumentów zbyt wielu nie mają. Ale ten jeden im wystarczy. Taśmy, ich treść i nagrani na nich ludzie.
Powiem szczerze, że czuję się wtedy bezradny. Pamiętam, jak sam odbierałem wulgaryzmy i stylistykę rozmów ówczesnej elity PO. Oburzała mnie pozbawiona wszelkiej wyższej racji, ( w tym racji stanu) banalność    i trywialność tych „kolesiowskich” dywagacji. Tupet i pewność siebie rozmówców, pogardliwy stosunek do bliźnich (często osobistych, czy politycznych znajomych i kolegów).
Dziś te „przymioty” są wykorzystywane w niepomiernie większej skali przez rządzących i większość parlamentarną. To one  doprowadziły mnie do miejsca, w jakim się znalazłem. Do punktu, w którym wiem, że będę musiał wybierać między rolą kata, a rolą ofiary. Jarosław Kaczyński innych ról dla mnie przewiduje. Nie tylko dla mnie. Dla nas wszystkich.
I na tym polega zasadnicza różnica między podobnym stylem uprawiania polityki przez rządzącą PO i rządzący PiS. Prominenci PO robili to głównie z czystej bufonady przy ośmiorniczkach. Jak nastolatkowie, chcący zaimponować dziewczynom. Prominenci PiS realizują konsekwentnie starannie przemyślaną, rozpisaną dokładnie w czasie i miejscu strategię.
Główny cel to zawłaszczyć całkowicie Państwo i jego instytucje uczynić je bytem jednopartyjnym. Hasło Ein Volk, ein Reich, ein Führer kojarzy się niemal bezwiednie.
Moi PiS owscy sąsiedzi i senior rodu jeszcze sobie tego nie uświadamiają. Owo  ówczesne – nieobce mnie również – oburzenie arogancją polityków PO, stało się ich „karmą”, piaskiem w oczach, uniwersalnym argumentem. I nawet jeśli wyczuwają, że coś  z poczynaniami ich wodza jest nie tak, to wstydzą się do tego przyznać. Dlatego wybiorą rolę katów.
A ja, a my, a wy ? Nie łudźmy się. Skażona – trwającym do dziś brakiem odcięcia się i potępienia taśm – PO  i jej prominentne elity nie są gotowe na to, aby już dziś stanąć na miejscu ofiar. Wydaje im się, że mają za dużo do stracenia i że uda się jakoś wydostać się z tej matni  bez strat własnych. To nie są – w większości – ludzie gotowi odsłonić pierś na barykadzie.
Czy w ogóle są tacy? KOD, w którym na początku znalazło się bardzo wielu odważnych i zdeterminowanych OBYWATELI, został skutecznie -przez swego kunktatorskiego, cynicznego i narcystycznego, samozwańczego przywódcę – ubezwłasnowolniony.
Obawiam się więc, że nie chcąc być katem, stanę się ofiarą, która zamiast kamieni na barykadzie zobaczy kratę i kolczaste druty.


Janusz Kotarski
Włocławek 15 lipca 2017