PiS planował zamach na TK już w 2007 roku. Udowadnia to dokument, pod którym podpisany jest Andrzej Duda

PiS tłumaczy Polakom, że zmiany w Trybunale to „wina Tuska” i konieczność „naprawienia błędów Platformy”. Okazuje się jednak, że pomysł sparaliżowania TK partia Kaczyńskiego chciała wprowadzić w życie już w 2007 roku. Zobaczcie.

Obwinianie Platformy o cały spór wokół Trybunału to element strategii partii rządzącej. – Wszystko zaczęło się od ataku na Trybunał, który Platforma wykonała w zeszłym roku. Podjęto decyzję podwójnie nielegalną. Po pierwsze, wybrano dwóch sędziów, co do których nie było najmniejszej wątpliwości, że ich kadencja zakończy się w nowej kadencji Sejmu. Wybrano również trzech sędziów, których wybór był wątpliwy – tak jeszcze w styczniu działania PiS wokół Trybunału Konstytucyjnego w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” tłumaczył prezes Kaczyński.

– Przypomnę, że zmieniliśmy skład TK tylko dlatego, że w poprzedniej kadencji złamano konstytucję, co zresztą potwierdził sam Trybunał – to już premier Szydło dla „Dziennika Gazety Prawnej”.

To właśnie stąd nocne głosowania nad kolejnymi nowelizacjami ws. Trybunału, unieważnianie wyboru sędziów wskazanych przez koalicję PO-PSL u czy zaprzysięganie przez prezydenta nowych sędziów TK o 4:00 nad ranem.

Tymczasem okazuje się, plany sparaliżowania Trybunału PiS miał już w 2007 roku, kiedy jego posłowie złożyli w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o TK. Projekt bliźniaczo podobny do tego, które partia Kaczyńskiego wprowadziła w życie tuż po zwycięskich wyborach. Jako pierwszy napisał o tym na Facebooku poseł Platformy Obywatelskiej Krzysztof Brejza.

Jak w 2007 roku PIS chciał sparaliżować TK?

Orzekanie w pełnym składzie 11 sędziów, rozpatrywanie spraw wedle kolejności ich wpływania oraz trzyletnia kadencja prezesa i wiceprezesa Trybunału z możliwością reelekcji. Brzmi znajomo?

Forsowane wówczas przez PiS przepisy dotyczące pełnego składu i sposobu rozpatrywania spraw wyglądają identycznie jak w złożonym przez PiS pod koniec kwietnia projekcie nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. – Zarówno najnowsza nowelizacja, jak i ta sprzed dziewięciu lat miały na celu wzięcie pod kontrolę Trybunału i uniemożliwienie mu orzekania ws. ustaw, których większość sejmowa nie chce oddać Trybunałowi do weryfikacji – ocenia w rozmowie z „Newsweekiem” konstytucjonalista prof. Marek Chmaj.

Krótka pamięć prezydenta

Podobnie jak teraz, tak i wtedy projekt skrytykowało całe środowisko prawnicze. Kto bronił dokumentu? Ówczesny wiceminister sprawiedliwości, a obecny prezydent, Andrzej Duda. To on pozytywnie zaopiniował projekt swoich partyjnych kolegów. „Wydaje się bowiem, że zarówno orzekanie w pełnym składzie, jak i uzależnienie kolejności rozpatrywanych spraw od ich wpływu, może pozytywnie rzutować na niezawisłość sędziów Trybunału, a także służyć ograniczeniu ewentualnych politycznych oddziaływań na funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego” – argumentował w opinii prawnej przesłanej do Sejmu.

Prof. Marek Chmaj komentuje tamte słowa Dudy: – Niestety prezydent czasami zapomina, że zgodnie z art. 126 Konstytucji RP ma czuwać nad przestrzeganiem konstytucji. Jest to bardzo ważne zadanie. A sytuacja, w której są zgłaszane projekty, co do niekonstytucyjności których gremia prawnicze nie mają wątpliwości jest po prostu smutna. Zwłaszcza pod kątem roli prezydenta jako strażnika konstytucji.

Żródło:

Łukasz Rogojsz

Łukasz Rogojsz

Dziennikarz Newsweek.pl
%d bloggers like this: