Zbigniew Wodecki był gruntownie wykształconym muzykiem, który odnosił sukcesy właściwie w każdym okresie swojej prawie 50-letniej kariery. Do końca życia miał fanów w różnym wieku. Kilku pokoleniom Polaków dzieciństwo kojarzyło się z jego głosem zapowiadającym kolejny odcinek przygód „Pszczółki Mai”. W latach 70-tych i 80-tych tańczono do jego „Chałupy Welcome to”, „Lubię wracać tam, gdzie byłem”, „Zacznij od Bacha”, czy „Opowiadaj mi tak”. W ostatnich latach ściągał tłumy na koncerty jazzowe. Wielką popularność zagwarantowało mu też miejsce w jury hitowego programu „Taniec z gwiazdami”.
Choć Zbigniew Wodecki nie dawał tego po sobie poznać, od pewnego czasu miał uskarżać się lekarzom na problemy z układem krążenia. Pomimo tego nie zwalniał specjalnie z tempem pracy. Miał zaplanowane koncerty, wziął udział w dużej kampanii reklamowej. Przed niespełna dwoma tygodniami gruchnęła jednak wiadomość, iż 67-letni gwiazdor trafił do szpitala. Niestety szybko potwierdziły się też złe wiadomości i okazało się, iż Zbigniew Wodecki uległ udarowi.

 

W internecie przedłużająca się hospitalizacja artysty dla niektórych stała się okazją do niewybrednych żartów lub zbijania kapitału kliknięć. W ostatnich dniach kilkukrotnie podawano fałszywe wiadomości o śmierci Zbigniewa Wodeckiego. Jednocześnie dość ścisłym embergiem medialnym objęte były informacje o rzeczywistym stanie muzyka. Rodzina i menadżer właściwie nie udzielali komentarzy na ten temat.Jednak w poniedziałek na oficjalnej stronie Zbigniewa Wodeckiego pojawił się wpis najsmutniejszej treści…

W piątek 5 maja Zbigniew Wodecki przeszedł w Warszawie operację bypass-ów. Jeszcze w niedzielę czuł się dobrze i rozmawiał z bliskimi. Niespodziewanie 8 maja nad ranem doznał rozległego udaru mózgu. Mimo niezwykłej woli życia i staraniom lekarzy udar dokonał nieodwracalnych obrażeń. Odszedł od nas w dniu 22 maja w jednym z warszawskich szpitali. Żona i dzieci byli przy nim. Zostanie pochowany w ukochanym Krakowie.